Kazdy z nas doznal kiedys uczucia przygniatajacego smutku- ale nikt nie doznal bolu i niepewnosci powiazanego z dluzszym trwaniem tego uczucia. Mozna sie pograzac, zgarniac rozpacz garsciami, tak jakbysmy podkopywali pod soba dolek. I widok krwi- czerwona, lsniaca w sloncu, zaschla plama krwi rani nas jeszcze mocniej. Uderza prosto w miejsce niczym sterowana bomba. Nigdy nikt nie powiedzial,jak to jest pograzac sie w uczuciu ,ktore potrafi zabic nawet najmniejsza iskre radosci. Przeciwienstwem tego jest szczescie. Smiac sie z byle czego- to potrafia osoby ,ktore wiele przeszly, a mimo to ciesza sie zyciem. Wlasciwie to mozna by o tym pisac i pisac...
Smiech jest najlepszym lekarstwem na wszystko- nawet jesli czlowiek czuje sie lepiej,zaraz poczuje sie lepiej. Poniewaz to sprawia,ze nasze zmartwienia i przemyslenia ulatuja gdzies. Chwila jest niczym decyzja, zalezy od nas- bedzie dobra czy zla-o tym zdecydujesz sam, sama. W pelnym sloncu wypelniani magicznym uzalezniajacym uczuciem nazywanym miloscia- jednak to wiecej niz tylko slowo. To spojrzenia zawierajace w sobie tyle uczucia, ze wiecej sie zmiescic nie da. Potrafimy nieprawdopodobnie kochac! I ta milosc przebija sie nawet z nawet najbardziej mrocznych zakamarkow duszy, dotyka tych twardych psychicznych i tych slabszych. Milosc nie wybiera.
Przejawia sie nawet w najdrobniejszych gestach-zwyczajny podarunek moze byc ogromna radoscia dla polowki- cos o tym wiem... uwierzcie mi. Nawet przelotne kocham cie czy dotyk sprawia,ze szalejemy. Czyste, bezkarne. Jednak bardzo latwo stracic kogos blisko. Umiemy kochac.
Ale umiemy tez ranic. To jest jak kolejny cios prosto w nasze serca. To jest jak wziecie noza i wbicie go prosto w najwrazliwsze miejsce. Zycie jak to zycie bywa rozne- ale nie da sie po prostu poddac. Czasami trzeba wstawac i isc dalej. Dajemy rade. Mysli pozytywne daja nam sile. Smierc...Trudne slowo dla mnie. Zadaje bol,sciska moje serce, sprawia wrazenie, jakby niewidzialny sznurek zaciskal sie wokolo mojej duszy. Na sama mysl nie moge wstac z smutku , jestem zalamana. Nazywam sie Aga i jestem pingwinka. Kiedys bylam czlowiekiem,ale magiczny eliksir mnie przemienil. Doskonale znam obie strony. Nie wiem jak sie odczarowac ,ale caly czas szukam jakichs mozliwosci wiec....dzialam. Moja wyobraznia powedrowala do pieknego,slonecznego miejsca. Wyobrazcie sobie miejsce przesycone wspaniala,gleboka, czysta zielenia, cudownymi czerwonymi rozami... Wiatr lekko powiewa w wasza strona. Wlasnie tak. Czujecie jego delikatny, slaby i cieply podmuch. Jest przyjemnie. Doskonale. Wyobrazcie sobie,ze chcecie siegnac po kwiat ale mozecie tego pozalowac. Powoli skupiacie swoj wzrok na przecudownej rozy. Jest krucha,delikatna. Kolor czerwony sprawia,ze kojarzy sie automatycznie z sercem, miloscia. Jednak ma ostre kolce- podobne jak to uczucie- zadaje nam duzo bolu. Gdzies tam przy brzegu stawu rosnie trawa, ryby spokojnie pluskaja sie w wodzie, a Ty zostajesz ochlapana chlodna woda. Jest to bardzo mile. Rzucasz odrobine karmy dla tych zabawnych rybek. Mozesz zobaczyc, jak podskakuja.
Przypominasz sobie,ze musisz zamknac drzwi , idziesz. Jestes bardzo spragniona. Gorac. Wtedy zauwazasz szklanke z woda. Wygladala normalnie. Wypilam ja. I wtedy wlasnie sie przemienilam...Nie wiem, jak sie odczarowac. Probuje,ale nie wychodzi. Nic mi w tym zyciu nie wychodzi.... Nie, to nie to,ze sie nie staram. Po prostu caly czas sie myle. Trudno, musze to olac...












